Quelle: Jupiter Online


Wieczór kabaretowy w wykonaniu grupy POL-STER. 

 

Za co cenię sobie Agnieszkę Malek i Halinę Grasser? Za to, że nigdy nie wiem co mnie na ich spektaklu spotka. Artystycznie. Dziewczyny mają pomysły. Różne. Związane przede wszystkim ze śpiewem i wiążącym go słowem. Zawsze inne, zawsze na wysokim poziomie artystycznym.

Do duetu przystąpił przystojny i sympatyczny Armin Innerhofer – Włoch, kabareciarz, lingwista, posługujący się wieloma językami obcymi ale – tak mi się przynajmniej wydaje – preferujący nasz, polski. Najlepszy na to dowód, że przystąpił do grupy artystów polskich a nie np. czeskich. A czeski zna także.

Pierwszą część wieczoru zarekwirował na potrzeby własne Armin Innerhofer. Opowiadał (prawie czystą polszczyzną) o swoich korzeniach, fascynacją Polską a językami obcymi w szczególności. Znakomicie przedstawił pułapki językowe przy porównywaniu różnych pojęć w różnych językach, czym bawił przybyłych licznie widzów do łez. Inteligentne gry słowne to i świetna zabawa i nauka omijania meandrów dotykająca początkujących tłumaczy, czy po prostu turystów nie znających biegle żadnego języka a próbujących „jakoś” się porozumiewać w obcym kraju.

Sam spektakl, to tym razem konfrontacja muzyczna Polski i Włoch. Znane nam już i wymienione powyżej artystki, skonstruowały program, gdzie każda z dziedzin wokalistyki scenicznej przedstawiana była raz po włosku raz po polsku. Usłyszeliśmy więc zarówno arie operowe, włoski i polski pop, muzykę tzw. środka, disco...

Halina Graser w utworach włoskich bardzo przypominała mi włoską divę - Milvę i to zarówno urodą (długie, bujne, rude włosy) jak i stylem śpiewania. Parodia Al Bano i Rominy Power z ich przebojem Felicita, tudzież jej osobiste „tłumaczenia” włoskich tekstów, brzmieniowo przypominających wyrazy polskie ale zupełnie o innym znaczeniu (casa – koza...) wywoływały salwy śmiechu.

Agnieszka Malek swoim temperamentem i urodą zawojowała publiczność i w sumie – można to tak ująć: scena była bardzo sprawiedliwie podzielona na trzy osobowości sceniczne. Każdy miał swój występ solowy, każdy absorbował publiczność inaczej a wszyscy bawili się przepysznie i z dużą kulturą, czego w polskich kabaretach tak w kraju jak i w Polonii ze świecą...

A możeby zrobić jeszcze parę tego typu imprez, wykorzystując talenty językowe Armina i naszych gwiazd? Na przykład piosenki polskie i francuskie, polskie i rosyjskie, polskie i czeskie...? Szerokie pole do popisu.

Dziękując za dobrze spędzony wieczór


Jadwiga Hafner